poniedziałek, 5 czerwca 2017

Nowe rozdziały na blogach

Witam wszystkich po kolejnej, zbyt długiej, przerwie na Stowarzyszeniu. Zdaje mi się, że jedyne co mogę powiedzieć to - przepraszam.
Przepraszam za wszystkie opóźnienia w imieniu swoim i całej załogi, chodź jak sądzę, to ja wszystko obsunęłam w czasie.
Cóż, mam nadzieję, że jak niektórzy założyli Stowarzyszeniu uda się wrócić do czasów świetności! ;)


Love Secret
Autor: Layla Wheldon
Fragment
W niedzielę rano Hermiona teleportowała się przed rezydencją Malfoy'ów. Spięła się mimowolnie widząc przed sobą majestatyczny dom, w którym przed laty była torturowana. Odruchowo potarła bliznę na przedramieniu przez gruby materiał jej płaszczu. Dochodziła dopiero godzina 8 rano, słońce niedawno pojawiło się na niebie, ale jego promienie miały kłopot, żeby przebić się przez grube, szare chmury. Było ponuro i zimno, pogoda idealnie odwzorowująca nastrój żałobników, przeszło jej przez myśl. Stała tak dłuższą chwilę przed bramą po prostu gapiąc się na budynek. Nie była tutaj od tamtego momentu, kiedy Bellatrix ją torturowała. Po wojnie ani razu tutaj nie zawitała. Nie miała powodu. Poza tym unikała jak ognia piekielnego wszystkiego co związane z Malfoy'em. Myślenie o nim sprawiało jej ból, a dobre wspomnienia mieszały się z tymi przykrymi.

Fragment2
-Chodź do mojego pokoju! Muszę najpierw dać ci róg, a potem wszystko ci wyjaśnię.
-Róg? -Powtórzyła panna Granger.- Róg jednorożca?
Scorpius kiwnął głową i uśmiechnął się jeszcze szerzej, zaczęli wchodzić po schodach na piętro, gdzie znajdowała się sypialnia małego Malfoya.
-Dokładnie! Będziesz jednorożcem! Mam taki prawdziwy róg!
Czarownica zdębiała. Malfoy dał swojemu synowi prawdziwy róg jednorożca?! Czy on nie zdawał sobie sprawy z tego, jaką moc posiadał ten przedmiot? Rogi jednorożców były bardzo rzadko spotykane i cenne. Można je było zdobyć tylko po śmierci tego pięknego zwierzęcia. Były długowieczne, więc był z tym kłopot. Oczywiście można było zabić jednorożca, ale każdy, kto tego dokonał był przeklęty na wieki. Nie można było zranić jednorożca bez konsekwencji, nie mówiąc już o zabiciu go.
-Prawdziwy? -Zapytała słabym głosem i weszła do pokoju Scorpiusa."

Autor: BellatriX
Fragment
Glizdogon szaleńczo do nich machał, lecz dziewczyna nie zwracając na niego uwagi, usiadła przy drugim końcu stołu. Lupin został z nią, ale Syriusz poszedł do Petera, natomiast James był rozdarty. Hermiona popatrzyła na niego z sympatią i powiedziała:
- Nie musisz ze mną zostawać, obaj nie musicie- zwróciła się także do Remusa.- Jestem samowystarczalna, a wasz kumpel będzie bardzo zraniony, jeśli go zostawicie- uśmiechnęła się złośliwie.
Bez odwracania widział, jak Peterowi oklapły uszy. On zawsze szukał aprobaty u niego i Syriusza, a teraz jawnie wybierali pannę zamiast przyjaciela. Kiwnął jej głową i poszedł tam, gdzie jego miejsce.
- Ty nie idziesz?- usłyszał jeszcze, jak spytała zajadającego się Remusa.
On tylko pokręcił głową, więc Hermiona także wzięła się za jedzenie.
- James, przyszedłeś!- wdzięczność w głosie Petera była wręcz namacalna.
Potter uśmiechnął się tylko, lecz poczucie winy zjadało go od środka. Jak mógł nawet myśleć o opuszczeniu przyjaciela? Co się z nim działo...?

Fragment2
 - Chłopaki, podjąłem decyzję- spoważniał i nawet Syriusz się skupił.- W... świetle nowych... wydarzeń, kiedy to dostaliśmy więcej... em, informacji... Na gacie Merlina, chodzi o Snape'a. Chcę go przeprosić.

Rozluźnienie opuściło wszystkich w jednej sekundzie. Nawet po wielu latach w pamięci pozostał mu wyraz niedowierzania na twarzy Blacka i jego chłodne "Rób, co chcesz". James spodziewał się naprawdę, absolutnie wszystkiego, ale nie tego. Jego przyjaciel cały się spiął i stał się zimny, obcy. Często lubił bawić się w arystokratę- przyjmował wtedy dostojną pozę i rzucał kwiecistymi mowami jak z rękawa. Do tej pory Rogacz nie zdawał sobie sprawy, że to zabawa, wizerunek wymyślony. Bo Syriusz-Arystokrata wyglądał kompletnie inaczej.

Potter nie czekał nawet na reakcje pozostałych, od razu pobiegł za nim. Nie uciekł daleko... może dlatego, że nie uciekał? Po prostu odszedł. James złapał go za ramię, ale Syriusz był przygotowany. Wykręcił jego rękę i wyszeptał do ucha.

- Wiem, co chcesz powiedzieć, więc nawet nie próbuj. Może nie byłem sprawiedliwy co do Smerkerusa, ale nie zmierzam się zmieniać, bo nowa dziewczyna zamotała ci w głowie.


Autor: E.M.S.
Fragment
– Dlaczego tak bardzo nie chcesz dołączyć do Zakonu?
Nie spodziewała się tego pytania. Przez chwilę wpadła w popłoch, nie wiedząc, co odpowiedzieć i jednocześnie próbując ukryć swoje zdziwienie. Nie udało się jej jednak i pani Grich zauważyła na twarzy córki konsternacje, której zupełnie się nie spodziewała. Dopiero wtedy uświadomiła sobie, że nigdy nie zapytała jej o to, co myśli na dany temat. Z góry zakładała najgorsze, patrząc na swoje dziecko przez pryzmat wiszącej nad nim przepowiedni. Przepowiedni sprawiającej, że za wszelką cenę wraz z mężem próbowali zmienić Sabrine, tak naprawdę nie zadawszy sobie trudu, by ją rzeczywiście poznać.

Autor: Lilith Lilith
Fragment
- Nie sądzę, aby było aż tak źle. May zna się na ludziach, nie zbliżyłaby się do nikogo, kogo podejrzewałaby o nieczyste zagrywki. Możesz mi wierzyć.

- Nie byłbym tego taki pewien...

Przez krótką chwilę przyglądała się mu. Nie miał pojęcia, jak powinien interpretować jej zachowanie. Szczerze mówiąc, rzadko udawało mu się to osiągnąć. W pewnym momencie jej twarz przybrała dziwny wyraz, bo po chwili pojawiło się na niej zrozumienie.

- Ty jesteś zazdrosny! - powiedziała z satysfakcją.

- Ja?

- Tak, ty. Inaczej nie przejmowałbyś się tym tak bardzo.

- Możesz mi wierzyć, że nie ma powodu, abym był zazdrosny o May.

- Dlaczego odnoszę wrażenie, że nie mówisz mi całej prawdy?

- To mylne wrażenie. Zaufaj mi.

 Fragment2
Postanowił zrobić tak, jak mu poleciła. Już po chwili zza kuchennych drzwi wyjrzał pan Weasley i przytrzymał je, dopóki chłopak nie znalazł się za nimi. Naprawdę starał się powstrzymać, przed zadawaniem jakichkolwiek pytań, jednak ciekawość zwyciężyła.

- Co takiego usłyszał Sturgis Podmore, że Voldemort chciał jego śmierci?

- Podsłuchiwałeś! - oburzył się Lupin.

- A czego się spodziewałeś? Ukrywacie przede mną niemalże wszystko. Jak mam z nim walczyć, nie wiedząc zupełnie nic o jego działaniach? Czego oczekujecie, że stanę przed nim, a on na sam mój widok padnie martwy?

- Dobrze wiesz, że robimy to dla twojego bezpieczeństwa...

- Jakiego bezpieczeństwa? Niewiedza nie ochroni mnie w najważniejszym momencie.


Autor: Charlotte Petrova 
Fragment 
– Malfoy. 
Draco unosi swoje zaskoczone spojrzenie. Mruży oczy i spogląda chłodno na dziewczynę. 
– Czego chcesz, Granger?
– Chcę ci pomóc… – szepcze. Siada naprzeciwko chłopaka, Draco odwraca się zdegustowany, ale i zdezorientowany. Mimo to wciąż czuje palący wzrok Granger. 
– Niby, w czym? – warczy ostrym tonem. 
– Wiem, co się dzieje z twoją mamą…
Draco ma wrażenie, że spada w przepaść, a jego ciało i umysł rozpadają się na miliony drobnych kawałów, z których nic nie da się już złożyć.

Autor: Ithrise
Fragment
Rzadko widział, żeby Draco płakał, ale wiedział, że młody mężczyzna tego potrzebuje. Był silny. Naprawdę był jednym z najsilniejszych ludzi, jakich znał. Przez tyle lat znosił to wszystko dzielnie. Ale miał też chwile słabości jak każdy. 
– Ludzie nie zapomną. Będą drążyć. Pragną krwi, która w ich mniemaniu jest winna. Chociaż zostaliśmy oczyszczeni z zarzutów, dla nich zawsze będziemy śmierciożercami, którymi należy gardzić. Powinniśmy siedzieć w Azkabanie. Powinniśmy gnić w celach, bo tacy ludzie nie mogą żyć na wolności. Prawda jest taka, że nikt nie docenia tego, co naprawdę zrobiliśmy. A my musimy z tym żyć. Oni zawsze będą nas wytykać palcami, dla nich zawsze będziemy nieznaczącymi zerami. Przyzwyczajaj się, Draco. Plotki będą zawsze. Nie zapobiegniemy im, choćbyśmy chcieli. 
– Nie wiesz, jak to jest! – warknął blondyn, zrywając się i rzucając szklanką o ścianę.

Autor: Werv Avis
Fragment
Przed nimi pojawiły się dwie szklanki alkoholu. Wziął pierwszą do ręki i opróżnił jednym haustem.
- Dobra, nigdy cię nie widziałem w takim stanie. Ja wiem, że nie chcesz być śmierciożercą, ale doskonale oboje wiedzieliśmy, że prędzej czy później to się stanie. Stary, jesteś silniejszy ode mnie, a nawet ja aż tak bardzo tego nie przeżywałem…
- Ale to już nie o to chodzi…
- A o co?
- Dostałem pierwsze zadanie…
- A to luzik przecież! Pierwsze zadania podobno zawsze są najłatwiejsze! – Draco mimowolnie parsknął śmiechem nawet nie spoglądając na swojego przyjaciela.
- Zdziwiłbyś się…
- No co?! Ja dalej wykonuję swoje pierwsze! Śledzę Pottera i powiem ci, że sporo ciekawych rzeczy mam ci do opowiedzenia!
- Powiem ci w tym temacie tylko tyle… Między śledzeniem, a zabiciem jest dosyć spora różnica.

Autor: Cornelia Grey 
Fragment
"(...) Biorę głęboki, gwałtowny wdech, tuż przed otwarciem oczu. Pomału wraca mi czucie, coś przygniata mi klatkę piersiowa, uniemożliwiając w pełni cieszyć się życiodajnym powietrzem. Jakaś ciepła ciecz spływa po mojej skroni drażniąc skórę. Dotykam jej, nie do końca rozumiejąc co się dzieje, rękawiczke, a raczej to co z niej zostało barwi szkarłatna barwa, to krew. Marszczę czoło w reakcji na otępiający wręcz ból głowy, w uszach mi dzwoni. W pomieszczeniu jest bardzo jasno jednak jakoś tak dziwnie, nienaturalnie, zupełnie jak we mgle, albo nie! Jak w pierwszy śnieżny dzień.(...)"

Autor: Gemma Francis A. 
Fragment
"(...)
— O co chodzi? — spytała McGonagall, nie odwracając jednak w jego kierunku wzroku. — Tylko nie owijaj w bawełnę. Nie lubię, kiedy lejesz wodę. 
Dyrektor poderwał się z miejsca i energicznie podszedł do zaparowanego okna, łapiąc się od tyłu za ręce. Widać było, że gryzł się sam ze sobą. 
— Szuflada — wymamrotał w końcu nieco zachrypniętym głosem. McGonagall przyglądała mu się przez chwilę, czekając na dalsze wyjaśnienia. Kiedy ich jednak nie otrzymała, podniosła się z miejsca i stając za biurkiem dyrektora otworzyła szufladę po prawo, wyciągając z niej plik przewiązanych wstążką kopert. Jej wyraz twarzy początkowo sugerował brak zrozumienia, lecz gdy zielone, przenikliwe oczy spoczęły na charakterystycznym piśmie i kolorze atramentu, jej źrenice nagle się zwęziły. Otworzyła już usta lecz Dumbledore ją ubiegł. 
— Wrócił — odparł sucho, opierając się zaraz o zimny, kamienny parapet. Zastukał palcami o martwą podpórkę, wzdychając. (...)
(...)Po pomieszczeniu przetoczył się dźwięk uderzenia. 
Albus Dumbledore wpatrywał się w swoją współpracownicę z niewyjaśnionym spokojem. Ba! W jego oczach czaiła się iskierka rozbawienia. Minerwa rzadko kiedy — a mógłby nawet przysiąc, że prawie nigdy — używała ironii i sarkazmu. Jej postawa, którą mógł swobodnie oglądać i interpretować z pierwszego rzędu, była godna wnikliwej analizy. Traktował tę chwilę jak rarytas. Przecież mógłby wypominać jej to przez całe życie, ale nigdy by się nie odważył… McGonagall miała zbyt trudny charakter. Musiał więc wysilić się, aby nie dać po sobie poznać, że go to rozbawiło. 
— Lotus przeżył tę tragedię. To był… 
— Cios? Daj spokój, Albusie. Ma nauczkę za faworyzowanie… 
— Doprawdy? A ty nie faworyzujesz swoich uczniów?
Minerwa rozwarła w zdziwieniu usta i niemal zastygła w bezruchu, przyglądając się Albusowi tak, jakby zobaczyła go pierwszy raz na oczy. Stęknęła raz, drugi, ale za trzecim podejściem przybrała na twarzy odcienia purpury. Zaraz zamknęła szczelnie wąskie wargi i bez słowa ruszyła do drzwi. Dumbledore uśmiechnął się pobieżnie pod nosem i chrząknął. 
— Minerwo?
Kobieta zatrzymała się w progu i zwróciła na dyrektora niemal bojowe spojrzenie. Jej brwi wygięły się na czole niczym kocie grzbiety. 
— Gniewasz się?
— Śmiertelnie. 
— To jak ci przejdzie, wpadnij do mnie na herbatę. Chcę pomówić jeszcze na temat Artertonów. 
— Mhm — mruknęła pod nosem i odwróciła się na pięcie. Wyszła, zamykając za sobą drzwi. (...)"

Autor: Vivianne Peverell
Fragment
- Jak się tam dostałeś? – miała nadzieję, że wyglądało to, jakby zignorowała jego odpowiedź. Spodziewała się, że on i tak już dawno ją przejrzał. Szkoda tylko, że Octavia nie potrafiła patrzeć tak przenikliwie. Patrzeć i widzieć.
- Szybko – mruknął – Ty mogłabyś jeszcze szybciej wyjść.
Zobaczyła, jak przewracał oczami, szepcząc coś pod nosem. Kurczowo przyciskał ramiona do tułowia, podciągał sztywny materiał, który wcześniej wysunął się spod koszuli. Otworzyła usta i zaraz je zamknęła.
- Twoje wypowiedzi są jak zwykle pełne elokwencji. Jesteś w stanie łaskawie opuścić ten przybytek?
- Draco…
Nienawidził, jak mówiła na niego w ten sposób. Dziwne, że to samo słowo może być wypowiadane tak różnie, w zależności od ust, spomiędzy których się wydostaje.
- Czego chcesz? – warknął, wyraźnie zirytowany.
- Dostałeś…
- Te lepsze geny? To na pewno.


Przepraszam jeszcze raz za opóźnienie z nowymi rozdziałami.
Equmiri 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Theme by Lydia